ZANIM PRZECZYTACIE, ZAJRZYJCIE DO ZAKŁADKI BOHATEROWIE DO EPILOGU
20 lat później
Agra, Indie
Morgan
Była piąta rano, dwie godziny temu położyłam się spać, a tyn imbecyl wyciąga mnie z łóżka. Byłam padnięta po pokazie.
- Powiesz mi gdzie mnie ciągniesz?- zapytałam ziewając.
- Niespodzianka.- powiedział ciągnąc mnie uliczkami Agry.
- A nie może ona poczekać do czasu aż się wyśpię?
- Nie Morgan, nie może ona poczekać.- odpowiedział i mnie pocałował.
- No dobra.- pozwoliłam mu dalej się ciągnąć.
Adrian zatrzymał się przed Taj Mahal, akurat wschodziło słońce. Widok był nieziemski. Odwróciłam się i spojrzałam na swojego chłopaka, klękał przede mną na jednym kolanie.
- Morgan Madeline Tomilnson, znamy się od dziecka i wiem, że nie chcę spędzić ani minuty bez ciebie, czy wyjdziesz za mnie?
Zaszokowana patrzyłam w piwne oczy miłości mojego życia.
- Tak Adi.- wydukałam.- Tak Adrian wyjdę za ciebie
Chłopak nałożył na mój palec piękny pierścionek. Wstał, a ja zawiesiłam mu się na szyji. Nasze usta spotkały się w pocałunku.
Philip
Czekałem aż moja księżniczka wyjdzie z uczelni. To co wujek Harry i tata uważali za obowiązek, dla mnie było przyjemnością. Zazdrość mnie zżerała kiedy zobaczyłem, jak moja dziewczyna żegna się uściskiem ze swoim kolegą. W końcu mój aniołek wsiadł do samochodu.
- Phil co jest?- zapytała widząc moją minę.
- Musimy im w końcu powiedzieć. Przecież to żadna zbrodnia, że się w sobie zakochaliśmy.
- Też tak uważam.- powiedziała całując mnie.
Pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu. Od roku już tam nie mieszkałem. Od razu przywitał nas Tony. Wziąłem go na ręce i przybiłem piątkę.
- Mamo Phil przyszedł.- powiedział głośno.- I Emili.
- Oj ty urwisie.- zaśmiałem się.- Cześć mamo.- pocałowałem moją rodzicielkę w policzek.- Cześć ciociu.- na drugim fotelu siedziała ciocia Juli, to znaczy, że jest też wujek Harry i tata.
- Co cię sprowadza do domu?- zapytała.
- To już własnej mamy nie można odwiedzić.
- Philip nie kłam ty bezinteresownie wpadasz tylko w niedzielę.
- Mamy do was sprawę, ale potrzebujemy jeszcze taty i wujka Harry'ego.
- Grzebią w tym zabytkowym aucie. Poczekaj wy macie do nas sprawę?
- No ja i Emili.- odpowiedziałem.
- To ja po nich pójdę.- mama wstała z fotela i zniknęła za ścianą.
Ronni
Weszłam do garażu gdzie mój mąż i Harry razem z mężem Katherin rozbierali na części stare auto. Nadal zachowywali się jak dzieci.
- Lou, twój syn chce o czymś nam powiedzieć.- przerwałam im tę męską imprezę.
- Może w końcu się odważy, bo nie długo sam im powiem, że powinni być razem.
- Zgadzam się z tobą, nikt nie będzie lepszy dla mojej córki niż Philip.- dodał Harry.
- Nie gadajcie tylko chodźcie.- upomniałam ich.
Mój syn myślał, że razem z Emili dobrze się ukrywają. Po nich widać na kilometr, że są zakochani. Zastanawiam się tylko, czego oni się boją.
Philip
Teraz. Właśnie w tej chwili im powiem, że kocham Emili i jesteśmy razem.
- Chcieliśmy wam powiedzieć...- zaciąłem się- ... no że, ja i ...
- Że ty i Emili jesteście razem.- skończył za mnie tata.
- A wy skąd...
- To widać na kilometr synku.
Alice
Głupi Marko. Nie to ja jestem głupia, że z nim byłam. Doskonale widziałam jaki on jest, a dałam się zranić. Siedziałam w sali gimnastycznej i rzucałam piłkami o ścianę. Byłam tak zajęta wyżywaniem się, że nie zauważyła, że mój cel jest jednak żywy. Andre właśnie dostał z całej siły piłką.
- Czym sobie zasłużyłem?- zapytał siadając obok mnie.
- Niczym, miała być ściana albo Marko.- odpowiedziałam.
- Co znowu zrobił?- Andre był moim najlepszym przyjacielem, zaraz po Benie znał mnie najlepiej.
- Całował się z inną.- odpowiedziałam. Kolejna piłka poleciała w stronę ściany odbijając się od niej.
- On na ciebie nie zasługuje.- powiedział.
- Zerwałam z nim.- oznajmiłam uśmiechając się.- Do końca życia będę sama, nigdy nie znajdę kogoś kto mnie pokocha.
- Ali jesteś cudowną dziewczyną, każdy ciebie kocha.
- A ty?- zapytałam, sama nie wiem dlaczego. Andre spojrzał na nasze dłonie, które były splecione. Nawet tego nie zauważyłam.
- Ja też.- powiedział i mnie pocałował.
- O buzi, buzi.- na salę wpadł Ben z Amy głośno krzycząc. Oni to do siebie pasowali, oboje lubili imprezy i oboje lubili się wygłupiać.
Morgan
Siedziałam na kanapie i przeglądałam kolejny katalog z sukniami ślubnymi. Żadna mi się nie podobała. Wściekła rzuciłam katalog na stolik.
- Morgan uspokój się.- powiedziała mama.
- Ale ja w życiu nie znajdę takiej sukni jakiej chcę.- jęknęłam.
- Córeczko, spokojnie znajdziesz.
- Ja nie wiem, czemu wy się tak spieszycie.- swoje trzy grosze musiał wtrącić mój tata.
- Bo chcemy.- warknęłam wstając z kanapy.- Tato myślałam, że lubisz Adriana.
- Bo lubię, ale od raz ślub i wyprowadzka.
- Tatusiu Philip wyprowadził się rok temu.- zauważyłam.
- On to co innego.- powiedział a ja zaczęłam się śmiać.
- Ta on może zostać tatusiem, a ja mamusią. Taka różnica.
Poszłam na górę do swojego pokoju. Przeglądałam swoje rzeczy. Trafiłam na teczkę szkice mojej babci. Zaczęłam je przeglądać. Z rysunkiem w reku zbiegłam na dół.
- Mam, znalazłam.- krzyknęłam na cały dom.
- Co?- zapytali jednocześnie rodzice.
- Idealną suknię ślubną.
WIECZÓR PANIEŃSKI MORGAN
Morgan
- Jak powiecie rodzicom, że pozwoliłam wam pić to was skrzywdzę.- pogroziłam Alice i Amy.
- Nie dowiedzą się.- powiedziały zgodnie, a ja się zaśmiałam.
- To dobrze.- stwierdziłam podchodząc do wierzy i pogłaśniając muzykę.
- To co za ostatnie chwilę wolność.- zaproponowała Ness.
- To raczej Adi powinien wznosić taki toast.
- Właśnie.
ŚLUB
Stałam w salonie na dole już ubrana w suknię, moje koronkowe szpilki stały na stole. Byłam zdenerwowana, co do mnie nie jest podobne. Do salonu weszła mama ze szklanką wody.
- Morgan strasznie blado wyglądasz.- powiedziała.
- To tylko stres mamusiu.- powiedziałam.
- Każdy się stresuje w takim dniu. Ja też się stresowałam.
- Wiem mamo.
- Morgan córeczko jak ty ślicznie wyglądasz.- stwierdził tata wchodząc do pokoju.
- Dziękuję.
- Tylko niech on cię skrzywdzi, a pożałuje.- zagroził wujek Harry.
- Oj wujku.- wtuliłam się w niego.- Możemy już jechać, nie chcę się spóźnić na własny ślub.
- Możemy.
Czekałam aż rozlegną się pierwsze takty marszu weselnego. Podszedł do mnie Philip.
- Siostrzyczko...- kochaliśmy się ale ciągle sobie dogryzaliśmy.- Ładnie wyglądasz.
- Phil to najmilsza rzecz jaką od ciebie usłyszałam.- powiedziałam ze śmiechem.
- Nie przyzwyczajaj się.- mrugnął do mnie, walnęłam go z łokcia w brzucho.
- Eh.. a ja dla ciebie imię wybrałam.
Ronni
- Lou ona tak pięknie wygląda.- powiedziałam do swojego męża.
- Tak, kiedy ona tak wyrosła?
- Kiedy my się tak postarzeliśmy.
- Dla mnie nadal jesteś 20 latką.- stwierdził i mnie pocałował.
Nasze dzieci. Dorosłe, zakochane mające własne życie. Został nam Tony. Jest jeszcze Ben i Ali, ale oni i też są już praktycznie dorośli. Tęsknię za czasami kiedy biegali z głośnym wrzaskiem po domu.
od autorki
Każda historia kiedyś się kończy, niektóre lepiej, niektóre gorzej. Ronni, a może raczej ja nauczyłam się, że szczęścia nie można brać za coś pewnego. W tym opowiadaniu zawarte są moje emocje. Jest mi bliskie to opowiadanie bo sama niedawno coś podobnego przeżyłam. Dobra dość smęcenia. Polubiłam pisanie dla was i z wielkim smutkiem kończę to opowiadanie. Zaraz się pobeczę.;( Jesteście cudowni i chcę wam bardzo podziękować. Dla mojej Ali, Asi Patrycji i wielu innych o których zapomniałam. Dziękuję za każdy komentarz z osobna. Dają one wielkiego kopa i nie ma nic lepszego niż szczera opinia. Mała prośba do was, napiszcie mi co myślicie o tym epilogu. Myślałam długo nad zakończeniem i wyszło mi coś takiego. Chciałabym teraz standardowo napisać MILE WIDZIANE KOMENTARZE I DO NASTĘPNEGO, ale już nie mogę. No i się rozkleiłam. Znajdziecie mnie na innych opowiadaniach, co z niektórymi się nie żegnam. Jednym słowem chcę wam powiedzieć, że jesteście wspaniali i zajebiści i bardzo lubię dla was pisać. Papa więcej nie będę was przynudzać.
.jpg)






