Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Część 3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Część 3. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2013

Epilog

Ronni 
Leżałam na łóżku. W domu było tak cicho i spokojnie już od całych dwóch tygodni. Po jutrze wracają bliźniaki  Paryża i byłam z tego zadowolona. Tęskniłam za moimi dziećmi. Louis wszedł do pokoju z elektroniczną nianią w ręku.
- Śpią- powiedział z siebie dumny. 
Położył się obok mnie na łóżku. Jego ręka powędrowała na moje udo. Przygryzł płatek mojego ucha. 
- Mam na ciebie ochotę- wymruczał.- Ale rozdałem wszystkie gumki- dodał smutny.
- Biorę tabletki. Louis nie masz ochoty na następnego dzidziusia.
- Dwójka nowych śpi za ścianą. Chyba wyczerpaliśmy limit i uważam, że jestem za stary na twoje humorki.
- A ja myślałam, że jesteśmy Forever Young.
Usiadłam na nim okrakiem i spojrzałam w jego niebieskie oczy. Pochyliłam się i ustami błądziłam po jego umięśnionym torsie.
Alice
Moja sukienka wylądowała na podłodze tak jak i koszulka mojego chłopaka. 
- Na pewno tego chcesz?- zapytał.
- Oczywiście.
Leżałam na łóżku, a on całował mnie dosłownie wszędzie. To było przyjemne. Odepchnęłam go na chwilę.  Z szuflady przy łóżku wzięłam gumki. Andre zrobił to samo.
- Tata- powiedzieliśmy jednocześnie.
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Philip
Siedziałem na łóżku i starałem się nie myśleć co właśnie dzieje się w pokoju Alice. Na samą myśl robiłem się wściekły. Obok mnie usidła Emili.
- Phil co jest?
- Andre właśnie rozdziewicza moją młodszą siostrzyczkę.
- I dlatego jesteś taki wściekły?
- To moja siostrzyczka.
- Współczuję tym dwóm następnym i twoim dzieciom. 
- No właśnie, a jak on zrobi jej dziecko- jęknąłem. 
Nie rozumiałem tego co ona chce mi powiedzieć. Usiadła mi na kolanach i zmusiła do spojrzenia sobie w oczy.
- Philip przestań. Ona jest pełnoletnia i wie co robi. Tak jak wiedziała co robi Morgan, albo ja. Liczą się z konsekwencjami. 
- Ona nie jest gotowa na konsekwencje.
Emili wstała z moich kolan. Była na mnie zła. Widziałem to w jej oczach.
- A ty jesteś gotowy na konsekwencje?- zapytała.
- Słucham?- dziwiłem się.
- Pytam się czy jesteś gotowy na konsekwencje, czy jesteś gotowy na rodzicielstwo.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
Wzięła swoją kurtkę i stanęła przy drzwiach. 
- Jesteś tak ślepy, żeby tego nie zauważyć, czy może nie chcesz zauważyć.
Wyszła trzaskając drzwiami. Czego mogłem nie zauważyć. Phil ty głupi idioto. Zerwałem się z łóżka. Dogoniłem ją za nim wsiadła do windy.
- Jestem gotowy- powiedziałem.
- Idiota- zaśmiała się będąc w moich ramionach.
- Zabije mnie mój ojciec i twój. Będę podwójnie martwy.
- Chyba pozwolą żyć dla ojca ich wnuka.
- Od kiedy wiesz?
- Dwóch tygodni. Nie wiedziałam jak ci mam to powiedzieć.
- Kocham cię- powiedziałam i ją pocałowałem. 


Tak to już koniec. Definitywnie koniec. Bez przedłużania, kolejnych części. Koniec. Żegnam się z wami. Chciałabym też zaprosić was na te blogi :
http://love-is-blind-avalon.blogspot.com/
http://bezcennydar-harry-melody.blogspot.com/

czwartek, 11 lipca 2013

21. Pakowanie

Alice
Siedzieliśmy w salonie. Rodzice coś od nas chcieli. Do domu wszedł Philip z Emili oraz Alan z Sophie.
- Dobra. Jak już wszyscy jesteście to mamy wam coś do powiedzenia. Na te wolne dwa tygodnie co teraz będą pojedziecie do Paryża tak jak chcieliście.
- Super- ucieszył się Philip.- A po co my tutaj?
- W też pojedziecie- odpowiedziała mama.- Ty, Emili, Alan i Sophie. Przecież nie puścimy ich samych na dwa tygodnie do innego kraju.
- Mamy niańczyć małolaty. 
- Phil zamknij się- rozkazała mu Emili.- Z chęcią pojedziemy.
- Chodź jedna wdzięczna, że fundujemy jej wycieczkę. Lecicie pojutrze.
Wszyscy rozeszli się pakować. Pobiegłam na górę i wybierałam ciuchy. Dobrze, że to już maj i jest ciepło. Po naszej wycieczce wracamy i jest ślub Vanessy i Jake. Musiałam zasnąć pakując się bo jak się rano obudziłam to byłam nadal ubrana, a w pokoju walały się moje ciuchy. Ziewając poszłam pod prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Skończyłam pakowanie i zeszłam na śniadanie. W nosidełku leżała, któraś z bliźniaczek. Tata karmił drugą z dziewczynek. Wzięłam ją na ręce.
- Fajnie mieć kolejną siostrę, a nawet dwie- stwierdziłam. 
- O Ala już wstałaś.
- Tak tatusiu. Pomóc ci?
- Nie. Lauren już nakarmiona tylko Miranda grymasi.
- Aha.- Usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie usmażonych naleśników.- Gdzie mama?
- Jeszcze śpi. Dziewczynki płakały, więc niech teraz sobie pośpi.
- Masz rację. Spakowałam się już.
- No brawo. Ala możemy porozmawiać.
- Tak tatusiu.
Louis
Odłożyłem nakarmioną Mirandę i z kuchennej szafki wyjąłem paczkę gumek. Robiłem to niechętnie, ale dziadkiem jeszcze nie chciałem być. Moja córka spojrzała na mnie zaszokowana.
- Tato jeżeli chcesz mnie uświadamiać to spóźniłeś się z tym przynajmniej o pięć lat. Robią to w szkole.
- Czyli wiesz po co to jest?
- Tato- jęknęła.- Głupia nie jestem. Poczekaj czyli mam pozwolenie?
- W żadnym wypadku- powiedziałem spanikowany.- Po prostu lepiej być zabezpieczonym. Jedziecie na dwa tygodnie, a Philip w życiu nie będzie was pilnował. Córeczko bądź rozsądna.
- Jasne tato.- Moja księżniczka wstała z krzesła, pocałowała mnie w policzek i wzięła te nieszczęsne gumki.
- Jedna z głowy- mruknąłem pod nosem.
Do kuchni wkroczył zaspany Ben. Półprzytomny zaczął jeść śniadanie. Oni od siebie tak bardzo się różnią. Z szafki wyjąłem kolejną paczkę.
- Nie mam ochoty, żeby Zayn zabił i mnie i ciebie więc to ci się powinno przydać.
- Tato mam swoje. Ale i tak wezmę. 
- No to dobrze.
- Uff obyło się bez pogadanki- stwierdził zadowolony.- Idę się pakować.
Chłopak zniknął na górze. Usiadłem na krześle i zadowolony patrzyłem na moje dwie dziewczynki. Dobrze, że one zaczną myśleć o chłopakach to minie parę lat. W kuchni pojawił się Antoś.
- Co sie stało tato?- zapytał siadając obok mnie. Ledwo wgramolił się na wysokie krzesło.
- Nie myśl jeszcze o dziewczynach- poprosiłem sześciolatka.
- Tato, ale ja mam dziewczynę.
- Słucham? 
- No my się bawimy- oznajmił.
- Ale się nie całujecie.
- Blee tato. Głodny jestem.
- Już daję ci śniadanie. 
Nałożyłem mu na talerz naleśniki i polałem je bitą śmietana i syropem czekoladowym. Poczochrałem go po włosach i patrzyłem jak je.



Krótki i tak na szybko pisany. Mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.
Ps. Zapraszam na nowy blog.: Bezcenny dar.

poniedziałek, 1 lipca 2013

20. Podwójne szczęście

Louis
Trzymałem na rękach jedną z moich córek, a Ronni drugą. Jeszcze za bardzo nie jej rozróżniałem. Już dzisiaj zabieram moje dziewczyny do domu. Philip miał za zadanie dokończyć pokój, jestem ciekawy jak mu wyszedł. Po dwóch godzinach jazdy byliśmy w domu. Weszliśmy do domu, o dziwo stał. W salonie panował idealny porządek i cisza.
- Jesteś pewien, że to nasz dom?- zapytała Ronni.
- Do domu jeszcze trafię. Patrz jakaś kartka.- pokazałem na kawałek papieru leżący na stole.
Wziąłem ją do ręki. Od razu rozpoznałem pismo Bena.
Kochani Staruszkowie!
Wyszliśmy na zakupy jakbyście wrócili wcześniej. W lodówce nic nie ma do jedzenia więc Alice zarządziła zakupy. Antoś u rodziców Adriana. Na górze jest dla was niespodzianka no i dla naszych siostrzyczek. Philip pomagał, ale tylko pomagał.
Wasz kochany synek Benjamin
Pokazałem kartkę dla Ronni, która tak jak ja zaczęła się śmiać. Poszliśmy na górę zobaczyć tą niespodziankę. Drzwi przy naszej sypialni owinięte były wielką wstążką i zawiązane na kokardkę. Złapałem za klamkę. Oniemiałem z wrażenia. Oni jak chcieli to naprawdę potrafili. <klik>.
- To zrobiły nasze dzieci?- zapytała ze zdziwieniem Ronni.
- Tak- odpowiedziałem kiwając głową.- Jestem w takim samy szoku jak ty kochanie.
Podszedłem do jednego z łóżeczek i położyłem Mirande albo Lauren. Ronni zrobiła to samo. Do pokoiku wszedł Ben i Amy, trzymali się za ręce.
- Cześć tato- powiedział z uśmiechem.- No w końcu mogę zobaczyć moje młodsze siostry- podszedł najpierw do jednego łóżeczka.- Są identyczne i pomarszczone- stwierdził poważnie.
Siedzieliśmy z Ronni w salonie. Dzieciaki już dawno poszły spać. Głaskałem ją po ciemnych włosach.
- Możesz w to uwierzyć nasz syn, nasz Benjamin całą godzinę zajmował się siostrami. Nie poznaje go- stwierdziłem.
- Dorasta, poważnieje. Amelia ma na niego dobry wpływ. Lou to co puścimy ich na wycieczkę do Paryża?
- Puścimy. Zasłużyli- pocałowałem żonę w czoło i sami poszliśmy spać.



Nie podoba mi się, jest do kitu. Może ktoś to skomentuje. Buziaki.

niedziela, 23 czerwca 2013

19. Impreza dalej trwa

Benjamin
Impreza trwała w najlepsze, a ja wlewałem w siebie coraz większe ilości alkoholu. Powodem była Amelia nieźle zabawiająca się z moim kumplem. Wszędzie wokół zakochane pary. Wypiłem kolejny kieliszek i lekko, ale tylko lekko chwiejąc się na nogach wszedłem na stół. Jak Alice może śpiewać to ja też.



Obcy w moim łóżku 
Łomot w mojej głowie
Pokój cały w brokacie
Różowe flamingi w basenie
Śmierdzę jak mini bar
DJ leży zemdlony na podwórku
Barbie na grillu
Mam malinkę albo siniaka 
Zdjęcia z zeszłej nocy
Skończyły w sieci
Mam przerąbane
No cóż 
To są mgliste wspomnienia
Ale jestem całkiem pewna, 
że było świetnie
Cholera
Zeszłej piątkowej nocy
Tańczyliśmy na stolikach
I wypiliśmy za dużo
Myślę, że się całowaliśmy ale nie pamiętam
Zeszłej piątkowej nocy
Przekroczyliśmy limit na naszych kartach kredytowych
I wykopano nas z barów
Więc uderzyliśmy na miasto
Zeszłej piątkowej nocy
Wymknęliśmy się do parku
Kąpaliśmy nago w ciemności
Potem mieliśmy trójkącik
Zeszłej piątkowej nocy
Myślę, że złamaliśmy prawo
Zawsze mówimy, że zamierzamy przestać
Tej piątkowej nocy
Zrobimy to wszystko jeszcze raz
Tej piątkowej nocy
Zrobimy to wszystko jeszcze raz
Staram się połączyć fakty
Nie wiem co powiedzieć mojemu szefowi
Myślę, ze odholowano mój samochód
Żyrandol jest na podłodze
Porwałam moją ulubioną imprezową sukienkę
Ścigają mnie listy gończe
Myślę, że potrzebuję imbirowego piwa
To był taki epicki upadek
Zdjęcia z zeszłej nocy
Skończyły w sieci
Mam przerąbane 
No cóż 
To są mgliste wspomnienia
Ale jestem całkiem pewna,
że było świetnie
Cholera
Zeszłej piątkowej nocy
Tańczyliśmy na stolikach
I wypiliśmy za dużo
Myślę, że się całowaliśmy ale zapomniałam
Zeszłej piątkowej nocy
Przekroczyliśmy limit na naszych kartach kredytowych
I wykopano nas z barów
Więc uderzyliśmy na miasto
Zeszłej piątkowej nocy
Poszliśmy pobiegać po parku
Kąpaliśmy nago w ciemności
Potem mieliśmy trójkącik
Zeszłej piątkowej nocy
Myślę, że złamaliśmy prawo
Zawsze mówimy, że zamierzamy przestać
Tej piątkowej nocy
Zrobimy to wszystko jeszcze raz
Tej piątkowej nocy
Zrobimy to wszystko jeszcze raz
Dzięki Bogu, już piątek 
Zeszłej piątkowej nocy
Tańczyliśmy na stolikach
I wypiliśmy za dużo
Myślę, że się całowaliśmy ale zapomniałam
Zeszłej piątkowej nocy
Przekroczyliśmy limit na naszych kartach kredytowych
I wykopano nas z barów
Więc uderzyliśmy na miasto
Zeszłej piątkowej nocy
Poszliśmy pobiegać po parku
Kąpaliśmy nago w ciemności
Potem mieliśmy trójkącik
Zeszłej piątkowej nocy
Myślę, że złamaliśmy prawo
Zawsze mówimy, że zamierzamy przestać
Tej piątkowej nocy
Zrobimy to wszystko jeszcze raz
Jakoś udało mi się zejść z tego stołu. Dotoczyłem się do pierwszej kanapy i opadłem na miękkie poduszki.
- Jutro będzie kacyk- stwierdził mój starszy brat siadając obok. 
- Ty się nie spiłeś na własną osiemnastkę.
- Spiłem się i zrobiłem masę innych rzeczy. Ty jak na razie dążysz do spicia się do nieprzytomności. To nic fajnego młody.
- Ona właśnie obściskuje się z moim kumplem.
- Ty pierwszy zrobiłeś skok w bok.
- Ale no...
- No co? Ben jeżeli ci zależy to zawalcz. A to- wskazał na piwo w moim ręku- w niczym ci nie pomoże. Zapomnisz na chwilę, ale rano wszystko wróci i do tego ból głowy jest nie do wytrzymania.
- Od kiedy tak filozofujesz?
- Od kiedy jestem zakochany. Ty patrz już się nie obściskują, a twój kolega znalazł nowy obiekt do badania. To twoja szansa.
Ronni
- Louis do jasnej cholery jeżeli zaraz nie znajdziesz jakiegoś szpitalu to cię zabiję- jęknęłam.
- Przecież jedziemy do tego szpitala.- On był tak samo zdenerwowany jak ja.- Ronni oddychaj.
- Kurwa robię to. Przepraszam.
- Dobrze, że Antoś został u Nialla.
- Ty nie żartuj tylko jedź b sam będziesz odbierał poród.- Warknęłam na niego.
W końcu jakoś udało nam znaleźć szpital. Zabrali mnie na porodówkę. Za każdym razem boli jak cholera. Louis dzielnie trzymał mnie za rękę.
Benjamin
Obudziłem się w swoim łóżku co na prawdę było dziwne. Jednak dziwniejsze był to, że obok mnie spała Amy. Z ulgą stwierdziłem, że oboje jesteśmy ubrani. Dziewczyna się obudziła i spojrzała na mnie.
- Ben czy my...?
- Nie. Przecież nie wykorzystałbym tego, że jesteś pijana.- Amelia odetchnęła z ulgą.- Zachowujesz się jakbym był najgorszym palantem świata. 
- Przespałeś się z inną. 
- Wiem i żałuje tego, ale moje uczucia do ciebie nigdy się nie zmieniły.
- Jakie uczucia?- zapytała zaszokowana.
Postanowiłem pójść za radą Philipa. Mam tylko jedną szansę i zamierzam ją wykorzystać. Przecież nie jestem tchórzem. Może już czas dorosnąć tak trochę.
- Jestem po uszy w tobie zakochany.
- Zakochany?
- Tak, wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy dopiero jak powiedziałaś, że to koniec. I jeszcze wczoraj widziałem cię z innym...- Gadałbym dalej gdyby mnie nie pocałowała.
Przyciągnąłem ją do siebie tak, że leżała na mnie i całowałem jej te piękne usta. Do pokoju musiał wejść Phil.
- Młody...- zaczął- sorry, że wam przeszkadzam, ale mam ważne wieści. 
- Jakie?- zapytałem wkurzony.
- Mam dwie siostry.


Postanowiłam, że spełnię marzenia Louisa o dwóch córkach. Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

18. Osiemnastka

Louis
Siedziałem w salonie, Ronni kręciła się po kuchni. Pojawiła się przede mną i podała mi kartkę papieru. Zacząłem czytać listę.
- Ronni po co nam tyle alkoholu, tobie nie wolno pić, no i mi też.
- Nie dla nas tylko dla bliźniaków.-Spojrzałem na nią zdziwiony.- Kotku wiesz co jest w tę sobotę?-zapytała siadając obok.
- Nie.
- Kiepski z ciebie ojciec. W sobotę Alice i Ben kończą osiemnaście lat.
- Co? Moje bliźniaki już takie duże- powiedziałem ze smutkiem.- Masz zamiar ich upić?
- Nie.Będą chcieli imprezę, więc na to się zgodzimy.
- Masz zamiar być na imprezie.
- Zwariowałeś my z Antkiem pojedziemy gdzieś na weekend. Lou kotku idź do sklepu.
- Ale przecież jak nas nie będzie to oni będą nie wiadomo co robić.
- Louis na twojej osiemnastce też byli rodzice?
- Nie.
- Więc oni pewnie też nie chcą naszej obecności. Chcą zaszaleć. Zapomniałeś jak to było.
- No właśnie nie i dlatego się martwię. Ben to Ben, ale Alice to moja mała córeczka. Tam będzie Andre i alkohol i jak oni... No wiesz.
- Zaufaj swoim dzieciom i nie zachowuj się ja stary dziadek.
Z cierpiącą miną pojechałem do tego sklepu.
Alice
Już dzisiaj sobota,nie wierzę, że dzisiaj kończę osiemnaście lat i że rodzice zgodzili się na imprezę. Wstałam z łóżka i poszłam się ogarnąć. Długi prysznic. Nabalsamowałam się i ubrałam w krótkie spodenki, koszulę z kołnierzem i sweter <klik> Gotowa zeszłam na dół. W kuchni spotkałam tatę.
- Wszystkiego najlepszego malutka- powiedział przytulając mnie i całując w czoło.- Nie wierzę, że tak wyrosłaś. Poczekamy tylko na Bena i z mamą pokażemy nasz prezent.
- To ja idę go obudzić.
Z powrotem pobiegłam na górę i wpadłam do pokoju mojego brata. Leń jeszcze spał.
- Ben wstawaj- krzyknęłam.
- Co się drzesz?
- Rodzice mają dla nas prezent.- Od razu się obudził.
Tylko w samych spodniach zbiegł na dół. Jego fryzura była zabawna, każdy włos w inną stronę.
- Jesteśmy- zameldowałam.
- To chodźcie. Masz zamiar tak wyjść na zewnątrz?- zapytał tata patrząc na Bena.
- Urodziny mam.
Śmiejąc się wyszliśmy na podwórko, za cholerę nie wiem po co. Na podjeździe stały dwa samochody.
- Oboje macie prawko i z mamą doszliśmy do wniosku, że możecie dostać po samochodzie. Wasze kluczyki.
- Ale ja miałem dostać ferrari,a nie Volkswagena- jękną Ben.
- Jak zdasz maturę to ci kupię.  Mam dwie zasady. Po alkoholu się nie prowadzi i błagam nie skasujcie ich.
- Jasne tato- oboje zgodziliśmy się na te zasady.
- Idę po dokumenty- powiedziałam zadowolona.
Pobiegłam na górę po torebkę i później na przejażdżkę. Zajechałam po Amy i pojechałyśmy na zakupy.
- Potrzebujemy czegoś super, żeby poderwać facetów.
- Ja mam faceta, ale ciuchy mi się przydadzą. 
Amy kupiła sobie, ciemne rurki, złotą bluzkę i buty na koturnie  a ja biało- zieloną sukienkę i botki na obcasie.Zadowolone wróciłyśmy do mnie. Rodziców już nie było. Poszłyśmy szykować się na imprezę. Po kilku godzinach byłyśmy gotowe, a do domu zaczęli się schodzić goście.
- Na zdrowie młoda.
Nie żałowałam sobie alkoholu. Byłam już lekko wstawiona, zresztą jak reszta.
- Dajesz Alice śpiewaj- krzyknęłam Amy.
Ben włączył muzykę, a ja zaczęłam się wydurniać na stole. 



Budzę się rano, czując się jak P.Diddy
(Hej, co jest dziewczyno?)
Wkładam moje okulary, Jestem za drzwiami
Zwojuję to miasto (Chodźmy)
Zanim wychodzę, myję zęby z butelką Jack'a (whiskey)
Bo kiedy wychodzę na noc, nie wracam
Mówię - pedicure na naszych palcach u stóp, palcach u stóp
Przymierzamy wszystkie nasze ciuchy, ciuchy
Chłopaki wysadzają nasze słuchawki, słuchawki (?)
Składamy dach, puszczamy nasze ulubione płyty
Zatrzymujemy się na imprezach
Próbując się troszeczkę upić.

Refren: 
Nie przestawaj, spraw to popularnym
Dj, wysadź głośniki
Dzisiaj, zamierzam walczyć
dopóki zobaczymy światło słoneczne
Tik tak, na zegarze
Ale impreza się nie kończy

Nie martwię się o świat, ale mam mnóstwo piwa
nie mam pieniędzy w kieszeni ale już tu jestem
Teraz, kolesie ustawiają się w kolejce, bo słyszą że zadzieramy nosa
Ale my przepędzamy ich na krawężnik, chyba że wyglądają jak Mick Jagger
Mówię - wszyscy zaczynają crunk'ować 
Chłopcy próbują dotknąć mojego grata, grata
Walnę go jeśli za bardzo się upije, upije.
Teraz, teraz - jedziemy, dopóki nas nie wyrzucą
albo policja nas nie zamknie
Policja nas zamknie
Po-po zamknie nas.

Dj, ty podbudowałeś mnie
Załamałeś mnie
Moje serce, ono łomocze
Tak, masz mnie
z rękoma w górze
Masz mnie już
Masz ten dźwięk
Tak, masz mnie. 
Dj, ty podbudowałeś mnie
Załamałeś mnie
Moje serce, ono łomocze
Tak, masz mnie
z rękoma w górze
Daj ręce w górę
Trzymaj ręce w górze
Nie, impreza się nie zaczyna dopóki ja nie wchodzę.
 Ze stołu ściągnął mnie Andre, on chyba był najbardziej trzeźwy z nas wszystkich.
- Chyba już dość, co mała?
- To, że jesteś starszy i wyższy nie daje ci prawa mówienia do mnie mała.
- Jasne kochanie. Chodź przewietrzymy się.
Andre wyniósł mnie na zimne powietrze, przez dużą ilość alkoholu nie czułam zimna. Staliśmy tak i zaczął padać śnieg, no tak przecież jest luty, niedługo urodziny Morgan. Podeszłam do swojego chłopaka i pocałowałam go w usta. Liczyłam na coś więcej, ale odsunął mnie od siebie.
- Alice nie, jesteś pijana. Później możesz żałować.
- To jest myśl. Kocham cię.
Przytuliłam się do niego.


No i następny mam nadzieję, że się podobał mile widziane komenatzre i do nastepnego.

sobota, 8 czerwca 2013

17. Edward Benjamin Thomson

Louis
Taksówką podjechaliśmy pod szpital. Adrian był pierwszy, no tak dziecko mu się rodziło. Na korytarzy była moja żona, Alice oraz jakaś blondynka. Podszedłem do żony.
- I co?
- No rodzi, za niedługo będziesz miał wnuka- powiedziała uśmiechając się szeroko.
- Czy tobie też się wydaje, że strasznie się postarzeliśmy?
- Trochę. Właśnie Louis ja muszę ci powiedzieć. No bo..
- To będą bliźniaki- przerwałem jej.- Niall niechcący się wygadał. 
- Ten żarłoczny blondynek. Nie chciałam cię dobijać jeszcze bardziej. 
- Damy sobie radę- pocałowałem ją w usta.- Musimy.
- Tak.
- Kotku, wiesz nasz wnuk nie ma jeszcze pokoju. Zmyję się na parę godzin i skończę.
- Dobrze, jakby co to zadzwonię.
Taksówką wróciłem do domu mojej córki. Przy głośniej muzyce i kilku piwach udało mi się wszystko złożyć. Spojrzałem zadowolony na efekt swojej pracy. <klik>Chociaż przez chwilę mogłem nie myśleć. Ledwo zdążyłem usiąść na kanapie kiedy zadzwonił mój telefon.
- A ty chcesz zobaczyć swojego wnuka?- zapytała mnie Ronni.
- Już?
- Ze dwie godziny temu, ale nie mogłam się do ciebie dodzwonić. Przyjedziesz czy wysłać ci zdjęcie?
- No przecież nie przepuszczę oglądania swojego wnuka. Chyba zwariowałaś kochanie. Już jadę.
Ronni
Morgan trzymała na rękach śpiącego chłopca, zawiniętego w biały kocyk. Był to wzruszający widok. Kilka łez spłynęło po moich policzkach. 
- Mamo- powiedziała Morgan, ona też miała łzy w oczach.
- Nie wierzę moja mała córeczka.
- Gdzie tata?
- Zaraz przyjedzie. Boże jaki on słodki. Jak go nazwiecie?
- Pomyśleliśmy żeby miał coś z dwóch wujków- tu spojrzała na Bena i Philipa- i będzie Edward Benjamin Thomson. Co wy na to chłopaki?
- Nigdy nie lubiłem mojego drugiego imienia, ale do niego pasuje. Edd, ładnie.
Do sali wszedł zdyszany Louis. Spojrzał na naszą córkę i na jego twarzy zagościło wzruszenie. 
- Mój wnuczek- powiedział.
- Edward Benjamin Thomson.
- Oby nie dał się wam we znaki- zaśmiał się.- Klucze od domu. Pokoik zrobiony.
- Tato.
- No co malutka? Mogę go potrzymać?- zapytał
Louis
Razem z Ronni, Kristin i bliźniakami pojechaliśmy do domu. Moja żona położyła głowę na ramieniu.
- Ale chce mi się spać- powiedziała.
- Jest piąta rano. Ronni a Antek gdzie?
- Z Amy. Nie zmieściliśmy się wszyscy do auta. Właśnie dzięki Kristin.
- Nie ma za co proszę pani.
- Jaka pani. Ronni, wiesz w jakimś stopniu jesteśmy rodziną.
Dojechaliśmy na miejsce. Widać, że Ala i Kristin się dogadały.
- Nie zaciągniecie mnie jutro do szkoły, to znaczy dzisiaj- powiedziała Alice.
- Nie mów, że odpuszczasz sobie szkołę- zakpił Ben.
- Zamknij się.
Oni oboje, każde różne jednak tak bardzo podobne.Śmiejąc się poszli na górę. Ben był jaki był, ale chyba nie wymienił bym go na innego syna. Spojrzałam na Ronni, rozmawiała z Kristin. Moja rodzina.
- Co się ta uśmiechasz tato?- zapytał Philip.
- Cieszę się, że was mam. Skąd się tu wziąłeś?
- O ile wiem to twoja robota.
- Philip nie o to mi chodziło. Nie miałaś wracać do siebie.
- Klucze od mieszkania zostawiłem u Adriana. Przenocuję u was.
- Jasne czemu nie- zgodziłem się

Postanowiłem wrócić wcześniej z wytwórni i zrobić niespodziankę dla Ronni. W domu panowała kompletna cisza. Położyłem zakupy na blacie w kuchni i poszedłem się przebrać z tego nudnego graniaka. Idąc na górę usłyszałem jak ktoś gra na fortepianie.
Myślałam, że spotkałam kogoś, kto odmieni moje życie
Był taki ciepły
i pełen spokoju

Pokazał mi, co to płacz
Pokonałem szybko schody i poszedłem na do pokoju nie piętrze. Moja córeczka siedziała przy fortepianie. Częściej można ja było zobaczyć nad kartkami papieru. Słuchałem jak gra.


Myślałam, że spotkałam kogoś, kto odmieni moje życie
Był taki ciepły
i pełen spokoju
Pokazał mi, co to płacz, 
Więc, nie byłeś tym, którego uwielbiałam, 
Zdaje się, że nawet nie wiesz, 
po co masz serce, 
Ale on już zniknął z mojego życia,
Nic już nie zostało z jego kłamstw,
Jest tylko moje milczenie
Właśnie o to chodzi. 
Nic nie jest dobrze, 
jestem rozdarta ... 
W nic już nie wierzę,
Tak właśnie się czuję, 
Zimno mi i wstydzę się, 
Leżąc nago na podłodze, 
Iluzja nigdy nie zmieniła się 
W coś realnego,
Obudziłam się i teraz widzę 
nasz rozdarty, idealny świat,
Spóźniłeś się nieco,
ja też jestem już rozdarta,

Przypuszczam, że jasnowidz miał rację, 
Szkoda, że nie umiałam spojrzeć realnie, 
widziałam tylko jasną stronę
Lecz dałam ci się zwieść i teraz,
Mam to gdzieś, zabrakło szczęścia,
już prawie nie tęsknię
Jest tylko wciąż tak wiele rzeczy,
Których nie mogę dotknąć,
jestem rozdarta.
W nic już nie wierzę,
Tak właśnie się czuję, 
Zimno mi i wstydzę się, 
Leżąc nago na podłodze, 
Iluzja nigdy nie zmieniła się 
W coś realnego,
Obudziłam się i teraz widzę
nasz rozdarty, idealny świat,
Spóźniłeś się nieco, 
ja też jestem już rozdarta,
Rozdarta,
Ohh, ooh...
Nic już nie zostało z jego kłamstw,
Nie mam już natchnienia,
Właśnie o to chodzi.
Nic nie jest dobrze, jestem rozdarta ... 
W nic już nie wierzę,
Tak właśnie się czuję, 
Jest mi zimno i wstydzę się, 
Leżąc nago na podłodze, 
Iluzja nigdy nie zmieniła się 
W coś realnego,
Obudziłam się i teraz widzę
nasz rozdarty, idealny świat,
W nic już nie wierzę,
Tak właśnie się czuję,
Zimno mi i wstydzę się
Związana i załamana na podłodze,
Spóźniłeś się nieco, 
jestem już rozdarta,
Rozdarta.

- Tato?- zdziwiła się Alice patrząc na mnie.
- Wróciłem wcześniej. Torn? Nie a stare dla ciebie.
- Do szkoły. Ty też śpiewałeś.
- Ale 20 lat temu.


Napisałam kolejny, trochę długo mi to zajęło. Mile widziane komentare i do następnego.

środa, 29 maja 2013

16. Wnuk

Louis
Pomagałem mojemu zięciowi przyszykować pokój dla mojego wnuczka. Będę miał wnuka.
-Sami sobie nie poradzimy- westchnąłem kiedy po raz kolejny skręciliśmy nie to co trzeba.
- Zadzwonić po resztę?- zapytał
- Taa. Kurde dom muszę wybudować.
- Tato, ale sam nie masz zamiaru go budować?
Spojrzałem na niego jak na idiotę. Na prawdę faceci w tej rodzinie to kompletni idioci.
- Niee. Ja i Ben to idealny team. Wystarczy.
- Dobra, jakby co zawsze możesz na mnie liczyć.- on chyba na prawdę myślał, że sam będę go budował.
- O przestań. Zamówię ekipę. Trochę kasy chyba mama.
- Nie wiem, przecież nie pilnuję twojego stanu konta.
- Jeden porządny.
- No nieźle chodź raz na mnie nie narzekasz.
- No widzisz... jak się postarasz to może plusa zarobisz.
- Dobra ja dzwonie po resztę, bo zanim my to złożymy to mi się dziecko urodzi.- powiedział podnosząc się z ziemi
- Ha ha ha. A stary słyszałeś? Mam bliźniaki!- moja Ronni nadal mi nie powiedziała, ale to tylko mały szczegół
- Bliźniaki?- zdziwił się
- No nie trojaczki.
- Zabawy będzie z nimi.- stwierdził
- Taa chyba przejebane.
- Z jednymi sobie poradziłeś i z drugimi dasz radę.- optymista
- Nie poradziłem sobie. Ben ... to jest Ben. On mi nawet prezerwatywy kradnie
- Ja swoje wiem. Udało ci się wychować Philipa to i Bena też.
- Philip jest normalny. Nie porównuj go do tego diabła.
- Problem jest w tym, że od razu zakładasz, że Ben jest ten gorszy.
- Bo jest. Gorszego nie będzie. Młody nie przeginasz?
- Chcę pomóc. Nie porównuj ich i tyle.
- Dobra. Nie ważne. No i jak to skręcasz?
- Według instrukcji.- odpowiedział
- No chyba nie. Straciłeś fragment półki z łóżeczkiem.
- Mój błąd.
-Twój twój. Naprawiaj ja idę się napić.
- Przydało by się naprawdę czegoś napić.
- No a o czym ja mówię?- westchnąłem ciężko
Boże faceci w tej rodzinie to jacyś idioci. Może to jest zaraźliwe. Mam nadzieję że nie. Poszedłem do kuchni po coś mocniejszego. W lodówce znalazłem piwo. Na trzeźwo tego nie ogarnę.Nie ja tego za nic nie ogarnę  Kurwa na stare lata ojcem. Bliźniaków na dodatek. Może mi się poszczęści i będę miał dwie córki. Tak na pewno, marzenia ściętej głowy.
- Jesteśmy !- usłyszałem dzieci moich przyjaciół i swoich synów
- To dobrze, bo ktoś musi pomóc przy składaniu mebli.
- Pomóc? To znaczy zróbcie za mnie- odezwał się Philip
- Nie. Macie pomóc. Przyda ci się jak sam dorobisz się dziecka.- Oby nie jak najszybciej.
- Nie doczekasz się- prychnął.
- Nie.
Philip od razu podszedł do lodówki i wyją kilka piw. Ben nawet nie zwracając na mnie uwagi wziął jedno.
- Pełnoletni jesteś?- zapytałem zabierając mu butelkę.
- No prawie.
- Prawie robi większą różnicę. Weź sobie soczek.
Ronni
Głupio się czułam oszukując Louis, ale jak mu powiem, że to bliźniaki to się biedny załamie. Siedziałam u siebie w gabinecie i kreśliłam plany dobudówki. Jak dobrze, że jednak Louis namówił mnie na tę architekturę. Jęknęłam odchylając się do tyłu. Moje biedne plecy. W końcu udało mi się je skończyć. Schowałam je do teczki. Teraz to naprawdę trzeba będzie pogadać z Louisem. Zeszłam na dół do salonu gdzie leżała Morgan.
- Zamawiam chińszczyznę, chcesz coś?
- Tak, to co zwykle. Amy i Alice są na górze ich zapytaj.
Z kwaśną miną poczłapałam na górę. Zapukałam do pokoju mojej córki.
- Zamawiam chińszczyznę, chcecie coś?
- To co zwykle mamo razy dwa.- odpowiedziała mi córka.
Alice
Leżałyśmy z Amy na łóżku. Przyjaciółka chodziła ostatnio strasznie przygnębiona.
- Dziwnie tak uczyć się bez ciebie.- stwierdziła.- Muszę znosić Bena.
- No właśnie. Co z tobą i Benem?
- Co ma być Alice? Zdradził mnie.
- Ale nadal ci na nim zależy.
- Zależy, ale jestem wściekła na niego. Ben jest Benem i nigdy się nie zmieni.
- Tak. Może mu kiedyś wybaczysz. Trzymam kciuki, idę po  naszego kurczaka.
Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W salonie na kanapie siedziała jakaś blondynka. Morgan nie byłą zadowolona z jej obecności.
- Dzień dobry.- powiedziałam stając w progu.
We trzy spojrzały na mnie. Morgan miała łzy w oczach tak samo zresztą mama.
- Coś się stało?
- Alice poznaj Kristin.
- Miło mi. Dobra powie mi któraś z was o co chodzi.
- To moje siostra.
- Słucham? Które z rodziców zrobiło skok w bok?
- Żadne.- odpowiedziała mi Morgan.- Louis nie jest moim tatą. 
- Poczekajcie, bo słabo rozumiem. Mój tata, nie jest twoim tatą. Czemu nikt nie raczył mnie o tym poinformować? Najlepiej nic nie mówić.
Wściekła wróciłam do siebie do pokoju. Amy spojrzała na mnie zdziwiona.
- Ej mała co jest?
- Morgan nie jest córką mojego taty, nikt mi nigdy tego nie powiedział.
- To jej sprawa. Nie wściekaj się. 
- To moje siostra, chyba.
Ktoś zapukał do drzwi, które po chwili się otworzyły. Stała w nich Morgan.
- Co chcesz?- zapytałam.
- Pogadać.
- Zostawię was samych.
Amy wymknęła się z pokoju. Morgan usiadła na łóżku. Czekałam aż zacznie mówić.
- Czemu mi nie powiedziałaś?
- Bo uznałam, że to nie ważne. Alice, dla mnie tatą zawsze będzie Louis. Tamten mężczyzna, on jest nie ważny. 
- A Kristin?
- Nie mogę jej karać za coś czego nigdy nie zrobiła. Chciała mnie poznać,a mnie po prostu ciekawiło. Alice zawsze będziesz moją małą siostrzyczką.
- Dogadaliście się z tatą.
- Jesteś mała. Nie gniewaj się, tylko Phil wiedział.
- No i to jest niesprawiedliwe. On wiedział a ja nie. To mi uwłacza jako siostrze.
- Następnym razem ci powiem pierwszej. Przytul się do grubej siostry.
Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam.
- Ałł.- jęknęła gwałtownie się ode mnie odsuwając.
- Co jest?
- Chyba się zaczęło.
- Idę po mamę.
Z prędkością światła zbiegłam po schodach. 
- Mamo Morgan rodzi.- oznajmiłam.
- Co? O jejciu. Dobra trzeba jechać do szpitala. Ja nie poprowadzę bo mi brzuch przeszkadza. Kristin masz może prawo jazdy?
- Mam.
- Uff.- mama odetchnęła z ulgą.
Louis
Byłem już po którymś piwie kiedy zadzwoniło mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz.
- Ronni co się stało?
- Morgan rodzi.
- Co? Jak to? Już zbieram resztę i jedziemy.


No i następny za nami. Mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

czwartek, 16 maja 2013

15. Humorki

5 miesięcy później 
Ronnie
Morgan przeprowadziła się do nas i razem ze mną przechodziła do wszystko. Ja byłam już w szóstym miesiącu, a ona ósmym. Chodziłyśmy po sklepach znowu kupując dziecięce akcesoria. Oczywiście prasa już wiedziała, więc cały świat też. Nie obchodziło mnie to. Musiałam przyznać że teraz miałam jeszcze większe humorki. Louis tylko koło nas chodził z Benem i robił to co chcemy. To był na prawdę dziwny widok, mój syn był strasznie posłuszny
Louis
Stałem w kuchni i miałem za zadanie zrobić szarlotkę  Dla mnie ten przepis był po chińsku więc zawołałem Bena Młody po chwili był już w kuchni.
- Masz to i to i rób ciasto- podałem mu kartkę i fartuch.
- Czy ja przypominam kucharkę?- zapytał
- Kucharza synu. Robisz to dla własnego dobra. Dasz radę. Wspieram cię duchowo.
- Tato no co ja niby mam z tym zrobić?
- No piec nie? Masz literki i cyferki no i produkty... a ja idę do Antosia.
- A nie możemy kupić tej szarlotki?- krzyknął za mną.
- Rób nie gadaj...- wyszedłem do z kuchni. W salonie na dywanie bawił się moimi spinkami od koszul?
To dzieckiem zadziwiało mnie coraz bardziej.
- Synu możesz mi powiedzieć co ty robisz!
- Bawię się w prezydenta
- Jak to się bawisz w prezydenta? Ronni o czym on mówi?
- No prezydentem chce być.- odpowiedziała mi żona.
- Boże zwariuje w tym domu...
- To nie ty jesteś w ciąży znowu
- No to mówię, że zwariuje. Mam na głowie dwie ciężarne dziecko bawiące się dziwnymi rzeczami syna idiotę i córkę siedzącą w szkole. W ogóle gdzie jest mój zięć?
- W pracy Tatusiu.- odpowiedziała Morgan
- Kurwa ...- burknąłem.
Bo ja to nie mam pracy. Czuje się jak w tym filmie ojciec panny młodej. No zwariować idzie. One dwie mają zajebiste humorki. Jednej miałem masować stopy. Drugiej o pierwszej w nocy jechać po kremówki bo Morgan zaczęła płakać. Przynieś to, kup to. One się nade mną znęcają i do tego jeszcze jestem opiekunką.
- Tatusiu daj mi tecke!
- Jaką teczkę synku?
- No taką jak pan plezydent.- odpowiedział mi chłopiec.
- Ale ja nie man takiej teczki prezydentem nie jestem
- A tatuś Flanka ma taka tecke - posmutniał.
- Zaraz coś wymyślony chodź zapytamy mamy ona ma dużo fajnych rzeczy
- Czekaj ciekaj najpielw obiadek- poleciał do kuchni. 
- Tatoo plecy mnie bolą- jęknęła Morgan
- To niech ci twój mąż pomasuje ja muszę znaleźć teczkę dla Antka
- Ty mnie nie kochasz- załkała
- Kocham córeczko- odpowiedziałem -O to raczej wy mnie nie kochacie
-My? My cię bardzo kochamy. No weź ...
Miałem ochotę z nią pobeczeć
-Kochanie co ugotowales na obiad bo głodni jesteśmy?- zapytała Ronni
- Ben działa w kuchni
-Tato ale ja miałem tylko szarlotkę zrobić! Weź go bo płacze że mu obiadu nie ugotowałem. Noo mały cicho!
- Ja po pizzę pojadę. Antek jedziesz ze mną?
- Nie ja ce ciastko! On mi nie ce dać! Glupek kletyn ...
- Antek prosiłem cię żebyś tak nie mówił chodź kupię od razu ci teczkę prezydenta
- Tato kup mi ja wynegocjuje ciastko!
- Dobrze kupię ci.
- Kotku jakbyś mógł jeszcze mydło pachnące kupić to...
- Tak dla ciebie wszystko kochanie.- przerwałem jej. 
Pocałowałem moją żonę i wyszedłem. Usłyszałem jeszcze tylko:
- Dzięki!
- Tak a ja wychodzę i nie wiem kiedy wrócę- odparłem i wychodząc
To była wspaniała perspektywa. Wsiadłem do auta odjeżdżając stamtąd jak najszybciej jadąc do Nialla. Potrzebuje męskiego towarzystwa bo świra dostanę. Jednak się nieco zestarzałem. Kobiety zostaną kobietami i tyle. Zaparkowałem pod jego posesja i wszedłem do domu chłopaka. Miałem ochotę przytulić się do Nialla z radości. Cisza spokój żadnego płaczu i marudzenia
-Stary ja kocham twój dom- jęknąłem jednak się do niego tuląc. Na pewno pomyślał że do reszty mi  odwaliło.
- Dobra, Lou pijany ty jesteś czy co?- zapytał odsuwając mnie od siebie.
- Nie jestem pijany. Wreszcie mam święty spokój...
- Ronni i Morgan żyć nie dają?- bardziej stwierdził niż zapytał
- One to istny koszmar jeszcze Antek kandyduje na prezydenta to już w ogóle
- Zabawnie masz
- Jak cholera. Ty on nawet dzisiaj użył słowa wynegocjuje
- Geniusz, ciesz się Ben taki mądry nie był
- Czy ja wiem? Dobra mniejsza ...o to. Czekaj telefon mi dzwoni
Spojrzałem ba wyświetlacz, dzwoniła Ronni.
- Louis wybierz się do przedszkola
- Po co kochanie za stary jestem żeby do niego uczęszczac
- Ej ty kretynie. Pani z grupy Antka do mnie dzwoniła. Chcę z jednym z nas pogadać, więc wypadło na ciebie.
- dobra pojadę.- zgodziłem się bo nie miałem innego wyjścia.
- To dobrze i wracaj do domu
- Jasne skarbie będę niedługo
- Pa- i się rozłączyła
Spojrzałem na przyjaciela i miałem ochotę się rozpłakać  Ja nie chciałem wracać do domu
- No jedź do tego przedszkola- powiedział
- Ale ja nie chce.
- Weź no Louis jesteś ojcem 5 dzieci i dwójki w dro ...ups. Nie słyszałeś
- czego?
- Niczego. Jedź już bo Ronni zabije i mnie i ciebie.
- Nialla radzę ci gadaj bo nie reczę za siebie.
- No nie. Jedź już
- Niall kurwa o czym ty mi nie mówisz?
- Noo nie ważne. Jak Ronni będzie chciała to ci powie. Stary to załamiesz się. Oszczędzić ci chce
- Czego? Ja chce wiedzieć. Czemu ty wiesz, a ja nie?
- Bo ty byś już sfiksował jakbyś wiedział.
- Mów bo ci przyłożę.- zagroziłem
- Rozumiem że masz takie napięcie w domu że musisz się wylądować. Dobra dawaj dla przyjaciela przyjmę każdy cios.
- Niall kurwa gadaj w końcu o co chodzi
- Gratuluję bliźniaków
Usiadłem na jego kanapie. Słabo mi się jakoś zrobiło. Ja...Bliźniaki. Moja psychika pójdzie w cholerę. Dwójka i jeszcze jak mi się trafi taka parka jak Ala i Ben. Tylko z mostu skakać
- No także tego...- odezwał się Niall
- Gdyby nie to że prowadzę z chęcią bym się czegoś napił
- No tak ale musisz jechać do przedszkola więc szerokiej drogi i cześć
- cześć
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do tego przedszkola. Nie wiem po co ale dobra. Zaparkowałem pod budynkiem i poszedłem szukać wychowawczyni mojego synka
- Dzień dobry panie Tomilnson- uśmiechnęła się gdy ją znalazłem
- Dzień dobry ponoć chciała pani o czymś z nami rozmawiać.
- Oczywiście o Antka. To bardzo zdolne dziecko i dotychczas grzeczne ale coś się zmieniło. Zaczął ustawiać swoich rówieśników w rzędzie i wydawał im rozkazy mówić że to on jest głowa państwa. Myślałam się się bawi ale do nas też się tak zwracał.
- Nasz Antoś, nie wiedziałem, to bardzo dobre dziecko, ale na pewno z nim porozmawiam.
- To dobrze bo to naprawdę dziwne aby 5 latek nami rządził. A pan aby na pewno sobie radzi?
- Tak ja mam wszystko pod kontrolą
- Mam nadzieję.
- Tak radzę sobie świetnie.
Pożegnałem się z nią i miałem wracać do domu kiedy dostałem telefon że szkoły Alice, która nadal w niej była. Podobno się z kimś pobiła. 
Moja Alice no normalnie nie wierzę, zdenerwowany pojechałem do szkoły. 
Od razu wpadłem do gabinetu dyrektora gdzie przebywała z jeszcze jakąś dziewczyną
- Alice co się stało?- zapytałem córkę
- Wkurzyła mnie. Obraziła ciebie i mamę.
- Co?
-No zaczęła wyzywać was i moje rodzeństwo i coś o waszym wieku że dziadkami zostaniecie, a znowu zrobiłeś bachora. Cytuje.
- No nie. Wiesz, ale to nie powód do bicia.- odpowiedziałem próbując być spokojnym. Słabo mi to wychodziło.
- Tak? A ja już miałam dość. Wiesz trochę się tego nazbierało. Jestem scierwa, głupią dziwka która pieprzy się ze wszystkimi po kątach a jeszcze to dziś i ..
- Co no nie, żeby tak o moim dziecku mówić. CO za nie wychowane dziecko.- przerwałem jej wściekły
- Taa pan gwiazda się odezwał- burknela wytapetowana blondynka
- Zamknij się gówniaro
-Bo co? No co mi pan zrobi? Pan się nawet do wychowania swoich dzieci nie nadaję jak pan takie coś zrobił- wskazała na Ali- I śpiewać tez pan nie umie.
- A ty umiesz?! Moja córka jest sto razy lepsza od ciebie
- Tak?! Nie sądzę...
- Nie będę się kłócić z małolatą
- Tak tak... Jeju niech pani dyrektor ją stąd wydali i będzie święty spokój. Nikt jej tu nie chce.
- A ciebie chce. Ala poczekaj idę do pani dyrektor
-Nie zostawiaj mnie z nią tatą bo wyrwę jej te kudły zaraz...
No nie żeby moja mała córeczkę obrażać wściekły wszedłem do gabinetu dyrektorki. Pierwszy raz byłem tu w sprawie Alice. Z Benem to norma
-Dzień dobry panie Tomilnson- uśmiechnęła się do mnie znana mi kobiet
- Dzień dobry- odpowiedziałem ale nie odwzajemniłem uśmiechu
-Przyszedł pan pewnie w sprawie Ali?
- Tak, Ben dzisiaj w domu więc na pewno nic nie zrobił
- Yhym no cóż nie wątpliwie pańska córka wszczęła bójkę.
- Tak, ale według niej tamta dziewczyna zaczęła ja obrażać
-Może tak może nie.
- Ala to spokojną dziewczyna bez powodu by nie zaczęła bójki
-Nie wiemy tego. Jeśli nawet została obrażona nie powinna tak reagować. Poza tym nie raz już do czegoś takie doszło i ignorowała uwagi na swój temat.
- Ale ile można ignorować?
-Proszę pana wtedy idzie się do psychologa szkolnego pani pedagog.
- Tak i to na pewno pomaga. Dzieci się biją, to normalne
- Nie .Na pewno nie dziewczyny i nie w naszej szkole. Śmiem wątpić w pana wychowanie dzieci . Jak się zachowuje Ben co robił Philip a teraz Alice
- Wychowuję swoje dzieci najlepiej jak potrafię. Jakoś Morgan i Philip wyszli na ludzi. Ben i Ala na pewno też
-Być może. Radziłabym się udać do jakiegoś specjalisty od problemów młodzieżowych.
- Nie widzę potrzeby ciągania moich dzieci po psychologach.
- Niestety nasi nauczyciele widzą.
- Co wiedzą? Ala nie ma żadnych problemów z nauką,a Ben no cóż nie każdy może być geniuszem
- Ma siedzi na lekcji i robi zupełnie co innego. Tak jest od 5 miesięcy
- Przepraszam ale dlaczego nikt nas nie powiadomił?
- Bo każdy pokładał nadzieję w Ali i liczył na poprawę
- Ale do jasnej cholery pp kilku miesiącach ktoś powinien nas powiadomić. Nie mam możliwości sprawdzenia wszystkiego. Ona jest praktycznie dorosła nie będę siedział nad nią i sprawdzał lekcji jak w podstawówce
-No nie tylko że siedzi na lekcjach i albo coś pisze albo rozmyśla. No nie wiem ostatnio sporzadzała listę zakupów
- Listę zakupów.- powtórzyłem.
-Tak.
Moja córcia ma przeze mnie kłopoty za dużo zwaliłem na jej głowę. 
Będę musiał z nią porozmawia ć. To jednak mądre dziecko. 
Tylko jeszcze jakoś udobruchać te głupia dyrektorkę.
-Niech pani da jej szansę. Wie pani że to mądra dziewczyna. Porozmawiam z nią.
- ostatnia szansa panie Tomilnson
- Dziękuję- wyszedłem stamtąd i zabrałem córkę do domu.
Po drodze zajechaliśmy po pizzę. 
Z naszym obiadem wróciliśmy do męczarni. 
Panowało tam małe zamieszanie, pomyśleć że za te kilka miesięcy dołączy do naszej szurniętej rodzinki jeszcze dwóch członków.
- Co się dzieję ?- zapytałem
- Ben upiekł wspaniała szarlotkę.
- To znaczy?
- No jest wspaniała i zadzwonił po Nialla, zjechała się reszta i wiesz panuje tu mały chaos
-Aha. To super. Obiad przywiozłem. Proszę ja idę się położyć i proszę nie wołajcie mnie, nie proście o nic, nie ma mnie dziś bo inaczej po prostu wyjdę i nie wrócę. Dziękuję- pokiwałem głową i poszedłem na górę do sypialni.
Położyłem się na łóżku i patrzyłem w sufit. Ręce i nogi mi odmawiały posłuszeństwa. Czułem się chyba gorzej niż kobieta w w ciąży, siedem dzieci. Siedem.- powtórzyłem w myślach
Ronni
Trochę martwiłam się o tego mojego męża. Jakiś dziwny był. W sumie to czym on był tak zmęczony- zastanawiałam się.
- Alice idź do ojca.- poprosiłam młodą
- Już mamo.
Alice
Poszłam na górę od razu kierując się do sypialni taty. Nie pukałam bo odpowiedzi celowo mógłby mi nie udzielić tylko od razu weszłam. Leżał na łóżku bezczynnie . 
- Czemu nie zejdziesz na dół?- zapytałam grzecznie.
- Bo jestem zmęczony
- Czym znowu?- jęknęłam siadając obok taty
- Wiesz trochę dużo mam do zrobienia teraz. Pokój dla dzieci, mama i Morgan
- Dziecka. A no i kupiłeś ta teczkę dla Tony'ego ?
- Boże zapomniałem
-No widzisz a on już sobie biały dom jak w Ameryce zaczął budować. Uznał że będzie Obama.
- Dobra, zaraz pojadę kupić tą teczkę. Ala powiedz mi co ze szkołą
-Co ma być? Nie lubią mnie ,a to że teraz będę miała jeszcze jednego członka w rodzinie to już w ogóle. Jak można być tak nie odpowiedzialnym rodzicem. Cytuję mamy koleżanek.
- Chcesz zapiszę cię do innej szkoły
- Chcę, bo jeżeli moje rodzeństwo i wy macie być obrażani to
- To co pojadę kupić teczkę i zaraz poszukamy liceum do, którego będziesz chciała chodzić.
- Tato ale nie zapiszesz mnie do szkoły w której dzieci są z takich rodzin jak my? Chcę do zwykłej.
- Do zwykłej?
- No zwykłej nie tej dla dzieci sławnych rodziców
- Dobrze, córcia będziesz chodzić do zwykłej szkoły.
- Super. Serio nie masz takiej teczki ? Nie nosiłeś nigdy takiej do menedżera.
- Poczekaj może się zaraz coś znajdzie.
-Ja nie mam na co czekać ale młody...-przerwało mi wejście Antosia
-Tatoooo
- Tak syneczku?
- Tecke ce! Chodź pokazie ci mooj bialy domek
Louis
- Chwilka Antoś.- powiedziałem do syna. W szufladzie szukałem jakiejś zwykłej teczki.- Mam ją. krzyknąłem.
Wziąłem go na ręce i poszliśmy do jego pokoju. Dopiero teraz się zorientowałem że...



Więc tak jest nowy rozdział i nie wiem jak to będzie dalej bo ja mam szlaban. Bania z fizyki. Okropność. Mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.
Clary G internetowy spis