poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dwa


Z pamięci opada liść więdnący 
jak z lipy, 
tak samo go byle wiew potrąca, 
popycha. 
I oto stoi - anioł odarty 
ze wspomnienia, 
jak drzewo, które słota szarpie 
w jesieni.

Louis 

Co jest w tej dziewczynie, że nie mogę przestać o niej myśleć. Przychodzę do niej codziennie od dwóch tygodni. Zapadła w śpiączkę. Leży jak śpiąca królewna czekająca na swojego księcia z bajki, na pocałunek, który obudzi ją ze snu.
- Co z nią?- zapytałem jak każdego dnia lekarza.
- Bez zmian. 
- A ciąża?- okazało się, że Ronni jest w ciąży.
- Rozwija się prawidłowo.
Poszedłem w stronę jej sali, otworzyłem drzwi i zobaczyłam jak niepewnie stawia kroki. O mało co się nie wywaliła. Złapałem ją w ostatniej chwili.

Ronni

Obudziłam się w nieznanym mi miejscu. Białe ściany, białe fartuchy, może tafiłam do psychiatryka. 
Nie to nie psychiatryk, brak krat w oknach i nadal są klamki w drzwiach. Z zaciekawieniem rozglądałam się po pomieszczeniu. Dwie pary drzwi, daw okna jedno duże na korytarz po którym ciągle chodziły jakieś pielęgniarki i drugie na ulicę. Trzeba wstać i iść do łazienki. Spuszczam nogi i chowam je w niebieskich, puchatych kapciach. Jeden krok, drugi krok i o mało co nie leżę na ziemi. Gdyby nie czyjeś silne ramiona. Delikatny uścisk na mojej tali, zapach perfum. Zapach, który  znałam. Poszukuję w pamięci odpowiedniego wspomnienia : ' Ktoś okrywa mnie marynarką, niesie do samochodu' Kto? Ciemna mgła spowija mój umysł, blokuje dostęp do wspomnień. Spoglądam na mojego wybawiciela. Niebieskie oczy, cudowny uśmiech i koszulka w paski. Niby kojarzę, ale jednak nie mogę rozwiązać zagadki.
- Gdzie się panienka wybiera?- pyta. Dźwięk jego głosu jest jak klucz do mej pamięci, ciemna mgła powoli znika i odkrywa pożądane wspomnienie. Ktoś- czyli Louis.
- Do łazienki.- odpowiadam jeszcze zachrypniętym głosem.
- Dobrze.- zgodził się, nadal obejmując mnie prowadzi w stronę łazienki. - Dasz sobie radę?- zapytał, a ja twierdząco pokiwałam głową.- Jakby co to krzycz.
Chwiejnym krokiem skierowałam się do środka. Zrobiłam to co musiałam, opłukałam twarz zimną wodą i spojrzałam na swoje odbicie. Blada skóra, jak u trupa, sińce pod oczami i rude włosy w nieładzie.
- Roni co ty ze sobą zrobiłaś.- powiedziałam do swojego odbicia. 
Odetchnęłam chwilę i już pewniej trzymając się na własnych nogach wyszłam z łazienki. W sali oprócz Louisa był  jeszcze lekarz.
- Widzę, że nasza śpiąca królewna się obudziła.
- Długo spałam?- zapytałam
- Dwa tygodnie.- odpowiedzieli jednocześnie.
- Wiesz jak się nazywasz?- zapytał mnie lekarz. Cóż za niedorzeczne pytanie.
- Weronika Rosati.- Odpowiedziałam siadając na łóżku 
- A gdzie jesteś?- co to dzień zadawania głupich pytań.
- Najprawdopodobniej w szpitalu w Manchesterze.- widziałam jak Lou i głupawy lekarz wymienili zaniepokojone spojrzenia między sobą.
-A który jest rok?
- 2010.- odpowiadam.
- Tak jak myślałem nie pamięta dwóch ostatnich lat. Wyparła się tych wspomnień.
- Co zrobiłam?- ten lekarz coraz bardziej mnie wkurzał.
- Roni jest 2012 rok i jesteś w Londynie.- odezwał się jak dotąd milczący Louis
- Weroniko wiesz kto to jest?- zapytał mnie lekarz wskazując na Louisa
- Louis mój...- nie mogłam określić kim był dla mnie Louis. Mój umysł przypominał labirynt bez wyjścia.- To nie możliwe.- zaczęłam histeryzować.- Kim dla mnie jesteś?- zapytałam chłopaka w paskach.
- Nikim.- odpowiada.
- To czemu tutaj jesteś? Czemu mną się opiekujesz?
- Na to nie mogę udzielić ci odpowiedzi.
- Dlaczego?- byłam już bliska płaczu.
- Bo sam jej nie znam.- powiedział. Czułam jak łzy płyną mi po policzkach.
- Znasz mnie, wiesz co robiłam przez te ostatnie dwa lata.
- Znalazłem cię pod klubem. Roni czy ty masz jakąś rodzinę.
- Rodziców.- odpowiedziałam i zaczęłam zagłębiać się we własne wspomnienia.- Wypadek.- powiedziałam po cichu.
- Roni, jaki wypadek. Powiedz co sobie przypomniałaś. - czułam jak Louis obejmuje mnie ramieniem.
- Powiedziałam, że ich nienawidzę, że po co mnie adoptowali jeżeli mnie nie chcieli. Rozbiłam ulubiony kubek mamy i kilka zdjęć. Pojechali. Zadzwonił telefon powiedzieli, że nie żyją. Pijany kierowca.- rozpłakałam się na dobre wtulając w Louisa.
Jestem sama jedna na tym świcie. Dziwny jest ten świat. Jak żyć bez kocham cię powtarzanych każdego ranka przy śniadaniu. Bez czwartkowych obiadów gotowanych przez mamę i kończących się pizzą. Sobotnich spacerów.

_______________________________________________________________
Dzisiaj to na tyle. Mam nadzieję, że się wam spodoba


3 komentarze:

  1. świetny *_* - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam sobie od nowa i muszę skomentować :) Biedna Ronni tyle przeszła:(

    OdpowiedzUsuń

Clary G internetowy spis